Adekobiografia 
(sł. W. Mościbrodzki)

Miałem expów sto, gdy usłyszał o mnie smok
W moim domu sesja szła
Kumpel kuszę niósł, usłyszałem cichy świst
A nie miałem czaru Sleep
Wiatr Chaosu wiał, darowano resztę ran
Znów levele przyszły dwa
W drużynowy gwar, jak fireball czar się wdarł
I ja też - byłem dead ...

Kleryk Bóg wie gdzie, na wskrzeszanie nie miał sił
Ja grzebałem resztki ciał
Z elfa został wiór, krasnal chcicę znowu miał
Tak poznałem co to seks ...
Miedziakowych monet szał, każdy z nas ich pięćset miał
Zamiast nowej armor plate
A w rozgrzaną noc, był Middenheim, chata, szkło
Jakże się, chciało żyć ...

Było nas trzech
Fighter, kapłan i mag
Ale jeden przyświecał nam cel
Przez kilka lat puszczać z dymem ten świat
Mieć expów w bród ...
Gorzały łyk i grabienie po świt
Niecierpliwy prowadził nas duch
Ktoś znalazł miecz, więc zabiło się go
Coś działo się ...

Poróżniła nas, za jej Galadrieli twarz
Każdy by się zabić dał
W pewną letnią noc, poświęciłem w końcu ją
Slaanesh dostał to co chciał
Powiedzieli mi, że kłopoty mogą być
Ja im na to, że disguise'a mam
Przyszła miejska straż, nie uciekliśmy na czas
Znów jak wraith - byłem sam

Sto różnych ról, jak levele robić mam
Nauczyło mnie życie jak nikt
W karczmie na wznak, przeleżałem swój czas
Najlepszy czas ...
W nocy dla braw, przelatywałem nie raz
Takie stwory że jeszcze mi wstyd
Pewnego dnia, zrozumiałem że ja
Nie kocham ich ...

Słuchaj mnie tam, wykupiłem się sam
Oto znowu mam konia i miecz
Tysięczny tłum rozstępuje się znów
Bo boją się ...
Znajomy drow, mówi że jestem gość
Taki co umie prawdziwie żyć
Wychodzę w noc i nie mówię już nic
Do czterech ścian