|| Strona główna || Humor || RPG || Teksty || Linki || Kaila || 

Śmietniki reklamowe czy poważne serwisy?

Wchodzę do serwisu jednej z dużych agencji prasowych - z góry coś się sypie... Myślę, że to imitacja śniegu, tylko czemu jest żółty i wyglądem przypomina guziki. Do świąt jeszcze daleko... Niby nic, ale coś mnie niepokoi, zalewa ekran i przeszkadza w czytaniu. Tak, to reklama.

Kolejna scena. Tym razem serwis finansowy. Mamy tam wspomniany śnieg i jakiś pop-up. Żeby było śmieszniej, logo firmy od śniegu przykrywa właśnie popup reklamujący jakiś inny film. Chwilę potem z boku pojawia się jakieś reklamowe menu, zakrywające menu tego serwisu finansowego. Kociokwik!

Inny serwis, chyba szkolny, nie pamiętam - na środku pokazuje się potężny prostokąt reklamujący w zakamuflowany sposób zdaje się, że jakiś bank. Okienko jest tak sprytnie skonstruowane, że sugeruje konieczność kliknięcia aby zniknęło. Po kliknięciu przenosimy się do reklamowanego serwisu. Klient nabity w butelkę (w banner).

Inny serwis. Nagle okno robi się czarne - przez kilka sekund przewija się jakaś reklamówka i wszystko wraca do normy. Czary? Znowu jestem gdzieś, gdzie nie powinienem - podobna scena. Gdzie indziej objętość reklamy znacznie przewyższa ilość tekstu na stronie. Jest duża, wpycha mi się do oczu, tak nachalnie, obleśnie... Penetruje i wysysa mój mózg. Robi ze mnie kolejnego konsumenta z numerem sesji 7633636839093883 i krzyczy "kliknij, kliknij!!!". Tfu...

Po przejściu przez kilka dużych i znanych serwisów mam otwartych wiele okienek z reklamami, kilka razy coś przeleciało mi przed nosem utrudniając korzystanie z serwisu, a kilka razy najnormalniej na świecie rozdrażniło. Wniosek jest taki: nie zamierzam korzystać z usług serwisu, który faszeruje mnie reklamami w tak nachalny sposób i zupełnie nie szanuje mnie jako czytelnika/klienta. Nie zamierzam też korzystać z usług reklamowanej w ten sposób firmy.

Internauta to zwykły obiekt, któremu robi się wodę z mózgu. Każdy chce na nim jedynie zarobić - nic więcej. A co ciekawe - wiele osób się na to godzi. Bo takie są prawa rynku, bo mój ulubiony serwis musi jakoś zarobić na swoje utrzymanie - mówią.

I zaraz przypominają mi się 3 miesiące spędzone w Toronto i Nowym Jorku. Tam na ulicach reklam prawie nie było widać. Jeżeli są to zwykle ładne, zadbane, często artystyczne - np. układane z białych kamieni na zielonej trawie. W Polsce każda ulica zaśmiecona jest wręcz ohydnymi reklamami. Podobnie serwisy. Szanujące się witryny nie zaleją się okienkami bo stracą zaufanie klienta. Czy bibliotekarz wciska Ci przy wejściu do czytelni dziesięć folderów, a do kieszeni wkłada jeszcze wizytówkę akwizytora?

O ile tapety reklamowe mogę znieść (bo to tylko tło, choć reklama nie jest oznakowana), a Gorące Panienki reklamowane ostro przez jeden portal też da się wytrzymać przy wyćwiczonej silnej woli, to już okienek reklamowych, reklam na warstwach, migoczących ekranów czy śniegu na monitorze nie toleruję. Podziwiam też owe serwisy, które potrafią się sprzedać za każdą złotówkę nie bacząc na swój "prestiż", wizerunek i wygodę klientów.

Hej, Ty! Człowieku z dużego miasta zarabiający średnio od 2 do 4 tys. zł, w wieku od 21 do 25 lat, zupełnie anonimowy a jednak śledzony. Jakie okienka reklamowe otworzysz dzisiaj?

 
Dariusz Majgier,
http://www.reporter.pl/cobretti/

Wszystkie prawa zastrzeżone. Publikowanie całości lub fragmentów niniejszego artykułu jest zabronione bez zgody właściciela.


|| Strona główna || Humor || RPG || Teksty || Linki || Kaila ||