| || Strona główna || Humor
|| RPG || Teksty
|| Linki || Kaila ||
Nowa wersja Duny - recenzja Obejrzałem właśnie Dunę w nowej wersji i musze z rozczarowaniem przyznać, że nie mogę popisać się zjadliwa złośliwością i obsobaczyć tego filmu jak nieszczęsnego Wiedźmina. Zdecydowanie łatwiej pisze się bowiem o filmie źle (czemu nie kopać leżących, skoro to daje taką frajdę ... ?) niż neutralnie, bądź dobrze.
Najsamprzód jednak pewien background:
A więc do rzeczy ... W sumie jeśli chodzi o stronę realizacyjną, to generalnie film jest naprawdę nieźle zrobiony, może po za jednym sporym bugiem - otóż nie wszyscy Fremeni mają niebieskie oczęta ... tylko Ci z pierwszych szeregów. W dodatku Ci którzy przed chwilą mieli patrzały niebieskie jak mundur milicjanta, jak dają krok w tył to im się odmienia. I niech mi nie mówią, że to zależy od kąta padania, bo ci z tyłu jak się nie ustawią, to im nie pomaga. No i w jednej scenie (pod sam koniec filmu) Paul ma przez chwilę jedno oczko takie, a drugie nie takie. Oczko mu się niebieskie zrobiło, temu misiu ... to jest temu Paulu. Zastrzeżenie drugie: ja rozumiem, zęby czerwia, kult siły u Fremenów, niech nawet będzie Freudowskie skojarzenia krysnoża z wiadomo czym, ale na litość boską, czemu w epoce statków kosmicznych wszyscy uparli się ciachać nożami ??? I żeby to tylko Fremeni - reszta też uwielbia walkę w zbliżeniu, po cholerę rozdają im te obrzyny, jak walą nimi praktycznie z przyłożenia ? Nawet sardaukarzy - niby tacy dobrzy wojownicy - najpierw pędzą z rykiem na bandę obdartusów a potem sporadycznie strzelają - techniką preferowaną jest walenie kolbą bo mordzie ! Widać celni są tak, jak nie przymierzając szturmowcy Imperium .... (jak wiadomo z GW, nikt nie strzela tak celnie jak szturmowcy Imperium, którzy przez trzy epizody specjalnie pudłowali, żeby broń boże nikogo z głównych bohaterów nie trafić i móc wystąpić w następnej części). Saradukarzy zresztą w ogóle budzili u mnie dziwne skojarzenia z krasnoludkami z Kingsajzu (może przez te fikuśne czapki ...) i tylko czekałem aż rzucą się do ataku z hasłem "za Szuflandię !". Jeśli chodzi o akcję, to IMHO pojawiają się dłużyzny, ale w ilości do strawienia. Trudno inaczej sfilmować dziełko Herberta. Ma się jednak wrażenie że zamiast trzech częsci, można by spokojnie zmontować (czyt. przyciąć) całość do dwóch. Ok, koniec uwag krytycznych. Ogląda się to dość przyjemnie, można też trochę pofilozofować (w chwilach gdy na ekranie się akurat mało dzieje) i poodnosić wątki widziane na ekranie do rzeczywistości za oknami, zwłaszcza po 11 września. Miejscami miałem wrażenie że przypomina mi się aż za mocno (rozumiem, że potraktowano mnie jako tępego hamburgerożercę o inteligencji kurczaka z KFC), że Fremeni są powiązani z beduinami (Arabami w ogóle ?). Ji-had, Mahdi, fedjakini ... No i Padyszach z armią jako Uncle Sam. Swoją drogą przyprawa jako ropa naftowa ... ? Nie nie , chyba za bardzo wkraczam w publicystykę ... Diunę można polecić na pewno lubiącym kino trochę (naprawdę niedużo) filozofujące, trochę komercyjne. W sumie: nie jest źle, choć na kolana mnie nie rzuciło. Przy okazji: chciałbym się zdeklarować się jako miłośnik kina komercyjnego, rozumianego jako kino, w którym reżyser (scenograf, scenarzysta i spółka) zmusili się do pracy na tyle, że film mnie do niczego nie zmusza (zwłaszcza do zastanowienia nad czyimś losem, przemijaniem, odwieczną zagadką itp.). Idę do kina w określonym celu - rozrywkowym i uważam, że wciskanie mi na siłę tezy, że kino europejskie (o polskim
nie mówiąc) jest moralnym zwycięzcą w pojedynku z Hollywoodem jest twierdzeniem o
tyle bezzasadnym, że kino europejskie w przeważającej większości po prostu unika
pojedynku z kinem amerykańskim w dziedzinie rozmachu, zaangażowanych środków czy
wreszcie technicznej perfekcji. Wszelkie odwlekanie mnie od tego zdania uważam za
wciskanie teorii, że schabowy z kapustą jest lepszy moralnie od zgrillowanej
cielęciny, ponieważ jest nasz, a cielęcina jest hodowana na fermie. || Strona główna || Humor || RPG || Teksty || Linki || Kaila || |